***
- Wyprostuj się, Thomasie. Młodemu człowiekowi nie wypada mieć skrzywionego kręgosłupa w wieku 17 lat. - Charles Smith spojrzał w lusterko samochodu na syna. Był w drodze do Utah. Siedemnastoletni Thomas na słowa ojca naciągnął kaptur bluzy na głowę i podkręcił muzykę płynącą z odtwarzacza. Żona Amelia spojrzała na niego z pod dużych markowych okularów firmy Gucci.
- Słyszałeś, co powiedział twój ojciec, Thomasie? Wyciągnij z uszu to niszczące słuch urządzenie i usiądź właściwie, jak przystało na człowieka wychowanego w dobrej rodzinie. Przynosisz nam wstyd. Ludzie przejeżdżający obok patrzą na ciebie.
- Patrzą na samochód warty 4000 tysięcy dolców.. A nie na mnie.. - Burknął chłopak, nie odrywając wzroku od krajobrazu widniejącego za szybą nowiutkiego Maybach'a 62 - Mówiłem, żeby kupić tańszy.. Nie rozumiem po co ta cała szopka. W ogóle nie rozumiem po co zabieracie mnie do tego cholernego miejsca. - Amelia przekręciła się nerwowo. Jej syn wykonał podobny ruch. Na jego twarzy pojawił się gorzki wyraz pogardy i głębokiej niechęci. Nie mógł pogodzić się z pychą swoich rodziców. Od dziecka wmawiali mu jak ważne są w życiu pieniądze i jak daleko zajdzie dzięki nim. Nie dzięki wytrwałości i ciężkiej pracy, ale właśnie dzięki pieniądzom. Nigdy nie powiedzieli mu dobrego słowa na temat jego osiągnięć mimo iż ciągany był po wszystkich możliwych szkołach dla dzieci wybitnie uzdolnionych. Zaczęło się niewinnie. Młody Thomas w wieku 6 lat zapisany został na lekcje gry na pianinie. Mogłoby wydawać się, że jest w tym na prawdę dobry i rzeczywiście- sam bardzo to polubił. Jednak gdy chłopak zaczął się do tego przyzwyczajać, Amelia stwierdziła, że za dużo czasu spędza w domu, więc zapisała go na tenis. W taki własnie sposób chłopak przeszedł przez okres pianina, tenisa, akordeonu, akrobatyki, pływania oraz szach. Wszystko skończyło się, kiedy matka zaproponowała mu lekcje baletu. Od tamtej pory Thomas wyraźnie zaczął się buntować i stronic od towarzystwa swoich opiekunów. W tamtej również chwili pokochał gitarę i w tajemnicy przed nimi uczył się u dobrego znajomego, Lucasa.
- Nie podnoś głosu na matkę. Nie tak cię wychowaliśmy. Doprawdy nie rozumiem po kim wdał się w ciebie ten odpychający ton. Myślisz dorosnąć synu. Już najwyższa pora. Dlatego właśnie jedziesz do Akademii. Tam nauczą cię jak należy rozmawiać i zachowywać się. Włożyliśmy w to dużo pieniędzy, a one nie rosną na drzewach. Nauczyłbyś się w końcu, że to własnie one są fundamentem życia.
- Waszego życia, tato, nie mojego.. Nie prosiłem was o to.. W ogóle nie prosiłem się o tą cholerną Akademię..
- Skończyłem Thomas. Dla ciebie również byłoby lepiej, gdybyś skończył rozmawiać. Wkrótce będziemy na miejscu. - Charles skręcił w leśną ulicę i zatrzymał się przed bramami szkoły.Były potężne i sprawiały wrażenie wyrwanych z fantastycznej powieści. Porośnięte pnączami i dzikimi kwiatami, na szczycie posiadały wijące się marmurowe elementy. Brama wyglądały jak wyrwana z rzeczywistości. Amelia uchyliła szybę samochodu i rodzina usłyszała głosy innych przybyłych na nowy rok uczniów, którzy przekrzykiwali się nawzajem wraz ze swoimi rodzicami, opiekunami i pracowniami szkoły nieustanie próbującymi zapisywać nowe nazwiska na listach. - Chryste, zaczyna się.. - Thomas chwycił swoją torbę i wyszedłszy z samochodu udał się w stronę swojego nowego domu.
***


